czwartek, 14 czerwca 2012

Dyplomy



Zuzia jakby co,to dostałaś 3 miejsce,ponieważ opowieść była ciekawa,ale za długa ;)

środa, 13 czerwca 2012

Konkurs

1 zad.Powiedz o kogo mi chodzi-
a)Była pierwszą żoną Skazy i matką Nali i Mheetu
b)Jest starszym bratem Kiary
c)Jego żoną jest Uru
d)Jest córką Simby

2 zad.Kto był starszy? (niektórzy Mogą być bliźniakami)
Mheetu czy Nala
Nuka czy Vitani
Skaza czy Mufasa
Sarabi czy Naada
Zingela czy Sarafina

3 zad.Wybierz ciekawą notkę ze swojego bloga (byle nie za długą,bo nie będę miała czasu jej przeczytać) i podaj mi link do niej.

Nagrodą będą dyplomy,które dostaną osoby na 1,2 i 3 miejscu,pozostałe dostaną komentarze do notek :)

niedziela, 10 czerwca 2012

Odwiedziny Mufasy


Simba został zwabiony do wąwozu przez wuja Skazę. Lew kazał księciu zaczekać na Mufasę,po czym sam poszedł dać znak hienom. Simba uczył się ryczeć,czekając na niespodziankę od ojca,którą obiecywał mu wuj. Lwiątko ćwiczyło na kameleonie,gdy zatrzęsła się ziemia. Przerażone lwiątko spojrzało w górę,i zobaczyło tysiące biegnących ku niemu antylop gnu. Książę wspiął się na drzewo,po czym zobaczył Zazu. Mufasa natychmiast pobiegł mu z pomocą. Wyciągnął go z wąwozu,i lwiątko zostało uratowane. Siedział na kamiennej półce,podczas gdy Mufasa walczył o życie. Już raz spadł do gnu,a następnym razem z tego nie wyjdzie. Simba obserwował poczynania ojca. Nie mógł jednak zobaczył całej tej historii. Nie wiedział,że Skaza zrzucił swojego brata,gdy ten poprosił go o pomoc. Widział tylko spadającego króla. Gdy stado przebiegło,lwiątko wróciło do nieżywego ojca. Płakało i błagało o pomoc,ale to nie pomogło. Król został stratowany. Po kilku chwilach przyszedł Skaza. Lew powiedział mu,aby odszedł z Lwiej Ziemi. Lwiątko nie domyślało się,że to Skaza zabił Mufasę,i posłał za nim hieny. Simba uciekł,a Shenzi,Banzai i Ed zaczęli go gonić. Jednak Simba biegł za szybko,i hieny go nie dogoniły. Potem rzucił się w ciernie,gdzie nie odważyły się pójść tchórzliwe hieny. Lwiątko uciekło na pustynię. Tam było bezpieczne,ale w końcu nie miało sił,i upadło. Sępy nie rozróżniały królewiczów,królów,i zwykłych lwów,po prostu polowały. Sępy zabiłyby małego Simbę,gdyby nie Timon i Pumba. Dwójka szczęśliwych zwierzaków bardzo chcieli mieć trzeciego przyjaciela. Obaj byli wyrzutkami,a Simba prawie tak samo. Nie chciał im powiedzieć co stało się jeszcze przed chwilą,ale surykatka i guziec wszystko mu opowiedzieli. Lwiątko musiało zostać przy nich by przeżyć,ale nawet polubiło nowych przyjaciół. Jednak Simba nie od razu zasnął. Nie chciał przez cały czas siedzieć,bo i tak by nie zasnął. Timon chciał aby został,ale lwiątko poszło własną drogą. Timon i Pumba próbowali go dogonić,ale Simba był szybszy. W końcu lwiątko zaszyło się w najgłębszej dżungli. Tam dwójka przyjaciół już nie poszła. Książę znów zaczął płakać. Przypomniał sobie o zmarłym ojcu,przygodzie z hienami,i wygnaniu. Nie było to całkowite wygnanie,lecz został bez domu. Miał dom w dżungli,lecz to nie zastąpiło mu prawdziwego domu na Lwiej Ziemi. Tęskniła za przyjaciółmi i rodzicami. Tęsknił szczególnie za Nalą i Mufasą,do których był najbardziej przywiązany. Poszedł na kamienistą drogę,gdzie znów płakał. Lwiątko było strasznie smutne,a Mufasa już dostał się do nieba. Sprawiedliwy i mądry król nie musiał długo czekać,aby go tam przyjęli. Wszyscy wiedzieli,że Mufasa był dobrym lwem. Nie zastanawiali się nawet,by go przepuścić. Simba był całkiem sam,gdy zaczął patrzeć na dół. Była tam całkiem spora przepaść i myślał,czy by tam nie spaść. Ze łzami w oczach zaczął myśleć o samobójstwie. Myślał o tym na poważnie,i coraz bardziej o tym myślał. W końcu otworzył pysk,i spróbował ryknąć. Uczył się ryku,żeby przestać myśleć o nieszczęściach. Ale z oczu małego Simby wciąż wypływały nowe łzy. A tymczasem w niebie,Mufasa widział co robi jego syn. Nie mógł znieść myśli,że Simba jest teraz pod opieką Timona i Pumby. Wtedy właśnie pokazał się Simbie. Już nie jako żywy król,lecz wielki duch. Jednak Simba nie widział ojca,który przeminął z pierwszym powiewem wiatru. Po kilku minutach Simba przestał płakać,i postanowić wrócić do nowych przyjaciół,i nauczyć się życia według Hakuny Mataty. Jednak Mufasa zbytnio martwił się o niego,by zostawiać go teraz samego. Jako wielki złoty duch wystawił łapę do wygnanego księcia. Simba czuł,że to ktoś dla niego ważny,lecz nie wiedział kto. Gdy już prawie widział ducha,duch Mufasy zniknął. Rany psychiczne Simby były jeszcze zbyt słabo zagojone,by mógł spotkać się z Mufasą. Mufasa jednak wykonał swoje zadanie,i wrócił do nieba.

piątek, 8 czerwca 2012

Mąż Livy

Liva była hieną okaleczoną przez lwa. Lew wydrapał jej oko i poszarpał uszy. Liva była hieną oszpeconą do końca życia,jednak jej to wcale nie przeszkadzało. Nie szukała też swojej drugiej połówki,by być bardziej szczęśliwa. Nie przeszkadzała jej samotność,bo była dość wybuchową hieną,i mało kto długo by przy niej wytrzymał. Zatrzymała się koło cmentarzyska słoni,by tam odpocząć. Wiedziała,że Jomy teraz nie ma,więc nie było po co tam iść. Położyła się,ale zobaczyła coś niespodziewanego. Zobaczyła kępkę trawy,która nie rosła tu od wielu lat. Natychmiast ją zerwała,bo była nią zbyt podekscytowana. Wtedy zdała sobie sprawę z tego,że przez nią cmentarzysko słoni już nigdy się nie odnowi. Ze spuszczoną głową odeszła od domu siostry. Mimo tego,że była starsza,to Joma była o wiele mądrzejsza. Liva także chciała być królową stada. Joma i Hafl byli władcami hien,a ich dzieci miały przejąć po nich władzę. Żeby nie było kłótni,wpadli na pomysł-wszyscy 3 będą władcami. Na taki pomysł nie wpadł jeszcze nikt. Jednak Liva nie była zazdrosna o siostrę,i w przeciwieństwie do Skazy,nawet trochę się cieszyła. Przecież stado było ogromne,a ona nie umiałaby nim pokierować. Odeszła do dżungli,gdzie znów przypomniały jej się stare rany. Podeszła do wodospadu,by zobaczyć,czy może nie zniknęły. Ale zawiodła się. Nie wiedziała,że będzie już tak do końca życia. Z oczu popłynęło jej kilka łez. Jednak po chwili podniosła się i poszła gdzie indziej. Wychodząc z dżungli zauważyła znajomą jej twarz. Po chwili zobaczyła,że był to ten sam lew który ją oszpecił. Teraz Liva nie umiała już powstrzymać swojej złości. Z jak najgłośniejszym warknięciem rzuciła się na lwa. Lew wiedział,że była to Liva. Uderzył ją łapą dla ostrzeżenia. Liva jednak nie miała zamiaru się poddać. Wybuchowa hiena była tak nasączona złością,że już nic nie mogło jej powstrzymać. Jednak przy skoku poślizgnęła się o wodę z małego źródełka i upadła. Lew odszedł,bo nie chciał już zawracać sobie nią głowy. Liva była zła,bo teraz wyszła tylko na głupią. Nie było w okół nikogo,ale ona i tak się tego wstydziła. Odeszła od dżungli i poszła na Rajską Ziemię. Tam też nie została mile przyjęta. Wiele dzieci bało się jej,dlatego nie mogła tam zostać. Nie wiedziała gdzie już pójść. Wróciła na cmentarzysko słoni. Shenzi,Banzai i Ed byli zadowoleni z jej odwiedzić. Ale Hafl i Joma akurat teraz byli zajęcia,więc hiena mogła im trochę przeszkadzać. Trochę smutna Liva odeszła od wszystkich. Było jej głupio,że nawet własna siostra nie ma dla niej czasu,a ona się wtrąca. Nie chciała już do niej iść,ale chciała też znaleźć dom. Na Lwiej Ziemi nie zostałaby przyjęta,tylko najwyżej bardziej okaleczona. Nie wiedziała już co ze sobą zrobić. Nie chciała iść na pustynię,bo tam mieszkał ten lew. W końcu poszła na ziemię,która była zupełnie opustoszona. Nikt na niej nie mieszkał,dlatego hiena postanowiła tam zamieszkać. Już miała iść na polowanie,gdy zobaczyła wesołe lwiątka. Przyszły tu one tylko na zwiedzanie,ale dla Livy szykowała się niezła przekąska. Hiena nie musiała już męczyć się z polowaniem,bo lwiątka były przed jej nosem. Jednak lwiątka były zbyt szybkie,by Liva je zaatakowała. Ale po chwili znalazła na swojej drodze jakąś hienę. Hiena była trochę podekscytowana gościem,ponieważ to ona tu pierwsza mieszkała. Liva już chciała odejść,gdy hiena ją zatrzymała. Nazywała się Giren i była samcem. Giren pozwolił Livie zamieszkać u niego,i stali się parą.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------Przepraszam,że Liva na obrazku nie jest z bliznami,ale nie chciałam przerabiać obrazku ;)

wtorek, 5 czerwca 2012

Rany Livy

Liva-siostra hieny Joma,ciotka Shenzi,Banzaiego i Eda. Wszyscy bardzo ją lubili,a Liva była starszą siostrą Jomy. Joma zawsze mogła na nią liczyć. Jednak niektórzy ze stada trochę się jej bali,ponieważ miała poszarpane uszy,nie miała oka i miała okropną bliznę na prawym oku,które było wybite. Jednak hiena nie zawsze była taka. Wcześniej była zwykłą hieną,która różniła się od innych kolorem oczu. Hieny miały zazwyczaj czarne,małe oczy,rzadko kiedy były one kolorowe. Takie oczy były prawdziwymi wyjątkami,i wśród hien można było nawet zdobyć sławę. Liva była jedną z najbardziej znanych hien,ponieważ była ciotką przyszłych władców stada. Otóż Shenzi,Banzai i Ed mieli kiedyś rządzić całym stadem. Stado podążało za nimi,lecz jeszcze za ich rodzicami-Jomą i Haflem. Pewnego wieczoru Liva wpadła na pomysł. Nie mieszkała na cmentarzysku słoni,więc chciała odwiedzić siostrę. Hieny tęskniły za sobą,ale Liva nie miała łatwo w podróży. Zapomniała gdzie jest droga,więc poszła przez Lwią Ziemię. Tam zaatakował ją król Ahadi. Lew był okropnie wściekły,że hiena znowu wchodzi na nie swoją ziemię. Liva próbowała mu to wytłumaczyć,ale Ahadi nawet nie chciał słuchać. Uderzył hienę po raz kolejny. Jednak wtedy hienie jeszcze nic się nie stało. Ponieważ Ahadi uderzył ją łapą,to nie miała żadnych ran. Uciekła dalej,ale tam napotkała słonia. Nie miała szans uciec przed wielkim ssakiem. Słoń uderzył ją trąbą,a hiena poleciała kilka metrów dalej. Uderzyła o kamień,ale słoń nadal do niej biegł. Wtedy Liva jak najszybciej podniosła się,i zaczęła uciekać. Ukryła się w krzakach,gdzie słoń jej nie zauważył. Ale hiena nie miała na głowie tyle wściekłego słonia. Inne zwierzęta też nie były zadowolone z tego co zrobiła. Chciała je przekonać do siebie,ale one nie umiały ustąpić. W końcu hiena odbiegła od wszystkich,i udało jej się to. Wtedy zobaczyła brązową lwicę z małym dzieckiem. Była to Uru z Taką. Taka nie znał tej hieny,a Uru wprost przeciwnie. Królowa Lwiej Ziemi zapamiętała Livę jako bardzo nieodpowiedzialną i głupią hienę. Ale w końcu i stamtąd Liva wyszła bez szwanku. Nie chciała już pytać się nikogo o drogę,więc poszła w swoją stronę. Tak przynajmniej podpowiadał jej instynkt. Ale on źle jej podpowiedział,bo hiena szła w zupełnie inną stronę. Dotarła do pustyni. Wtedy już nie wiedziała gdzie jest. Widziała piasek i chmury,ale nie zamierzała się poddawać. Zupełnie nie pamiętała drogi,a w okół nikogo nie było. Były tylko sępy,które już czekały na to,żeby Liva padła ze zmęczenia. Jednak hiena z wyciągniętym językiem biegła dalej przez parzące piaski pustyni. Nie potrzebna jej była woda,której nigdy jej nie brakowało. Umiała się schłodzić w inny sposób,który znał mało kto. Jednak teraz schłodzenie się było jej zupełnie niepotrzebne. Hieny szła dalej z myślą,że już za kilka minut spotka się z młodszą siostrą i jej dziećmi. Jednak nie spodziewała się zobaczyć roślinności. Przed oczami miała kości i mgłę,a zobaczyła słońce i hienę. Hiena była wyczerpana,bo też szukała swojego domu na cmentarzysku. Jednak Liva nie umiała jej pomóc. Był już wieczór,a żadna z nich nie znała drogi. Liva chciała pocieszyć hienkę,ale sama się popłakała. Mała hiena przedstawiła się. Nazywała się Fisi. Fisi była bardzo miłą hieną,podobnie jak Liva. Jednak Liva zawsze kochała walki,by sprawdzić swoje umiejętności. A Fisi była całkowicie przeciwna przemocy. Hieny postanowiły zaczekać tu do ranka,ponieważ teraz będzie zbyt niebezpiecznie. Fisi z Livą położyły się spać. Następnego ranka Liva zobaczyła przed sobą jakiegoś lwa. Lew był zły,bo nie chciał widzieć tutaj hien. Fisi jeszcze spała,ale obudziło ją warknięcie Livy i ryk lwa. Lew ugryzł jej uszy,a Liva podrapała kark. Wtedy lew był tak zły,że uderzył Livę prosto w oko. Liva z krzykiem odsunęła się. Lew uderzył ją w prawe oko,a teraz już go nie miała. Miała za to wielką bliznę i brak oka. Wtedy wyglądała okropnie,a jej pięknie ułożone włosy stały się potwornie brzydkie. Lew połamał jej włosy nie tylko na głowie. Teraz Liva była hieną,której bało się właściwie cało stado,przez jednego lwa.

niedziela, 3 czerwca 2012

Nowe drzewo

Właściwie w drzewie nic się nie zmieniło,tylko teraz widać już Zombę,Zinę,Tonija i Izlara. Zrobiłam jeszcze 2 drzewo-hien. Przepraszam,że na Asante są jakieś litery. I pamiętajcie,że według was może być inne drzewo,to jest moje :P

sobota, 2 czerwca 2012

Przybrane dziecko

Vitani i Kopa przez długi czas nie mieli dzieci. Bardzo się tym martwili,bo Kiara już urodziła dwójkę dzieci,a przecież to oni byli starsi. Kiara z Kovu spotkali się z nimi,by to omówić. Kovu i Kiara przyprowadzili dzieci,a Kopie i Vitani było głupio z tego powodu. Oni też bardzo chcieli tworzyć rodzinę. Vitani podeszła do Kiary i odeszła z nią. Próbowała przekonać lwicę,by oddała jej jedno z dzieci,ale Kiara obraziła się. Tym razem Vitani zrozumiała czemu,bo sama tak by zareagowała. Odeszła ze smutkiem,po czym wróciła do Kopy i Kovu. Lwy pytały się o Kiarę,a lwica powiedziała,że Kiara zaraz przyjdzie. Z tym akurat trafiła,bo już było widać ją na horyzoncie. Kiara powiedziała im to,co powiedziała jej Vitani. Lwica nie próbowała nawet bronić się przed tymi słowami,bo to była szczera prawda. Kopa poszedł,a Vitani za nim. Był zły na żonę,że w ogóle o tym pomyślała. Ale Vitani przeprosiła go,i Kopa zapomniał o całej sprawie. Ale nie na długo. Po kilku godzinach wszyscy wiedzieli o pomyśle Vitani. Simba i Nala poszli do nich,by im to wytłumaczyli. Vitani próbowała wszystkich namówić by o tym zapomnieli,a Kopa przyłączył się do niej. Ale ich przemowa przypomniała to wielu lwom. Kiara spoglądała na nią krzywo,tak jak Kovu. Ale Kopa i Vitani nie mieli zamiaru zostać tak przez dłużej. Postanowili wreszcie mieć dziecko,by nigdy się to nie powtórzyło. Ale Vitani nie zachodziła w ciąże. Para z płaczem przyznała,że nigdy się to nie uda. Teraz szukali kogoś,kto chce oddać swoje dziecko. Ale nikt nic takiego nie mówił,więc było im trudno znaleźć kogoś takiego. Kovu i Kiara długo nie byli źli,więc postanowili im pomóc. Oni podziękowali im za pomoc,i od razu zaczęli szukać. Nie trwało to długo,a Kopa zaczął szukać żony. Nigdzie nie mógł jej znaleźć,bo Vitani wyszła poza granicę Lwiej Ziemi. Nikt o tym nie wiedział,a Kopa dalej jej szukał. Ale szybko znalazł Kiarę,która poszła po Kovu. Kopa poszedł z nią bo myślał,że może poszli w tą samą stronę. Ale przy Kovu nie było ani śladu Vitani. Zaniepokojeni zaczęli się rozglądać. Nie rozdzielali się już,a dziecko które znalazł Kopa siedziało przy wodopoju. Czekało,aż zobaczy swoją nową matkę. Cieszył się,że będzie w królewskiej rodzinie,że będzie miał rodzinę. Kovu zobaczył lwicę bardzo podobną do Vitani. Jednak nie było to Vitani,o czym przekonali się bardzo szybko. Lwica była tym urażona,i odeszła. Nikt nie spodziewał takiej reakcji,a tym bardziej Kovu i Kiara. Poszukiwania nadal trwały,a Vitani była na Rajskiej Ziemi. Szukała tam rodzin,którym nie zależy na dziecku,lub nie mają na nie czasu. Nie było dużo takich rodzin,a Vitani przecież nie pytała się wszystkich. Niektórzy byli oburzeni inni nie,ale nigdy nie oddawali. Zmartwiona lwica wróciła do królestwa młodszego brata,by powiedzieć o porażce. Nie czuła się z tym dobrze,ale nie chciała już szukać. Pogodziła się z myślą,że na zawsze zostanie bez pociech. Ze łzami w oczach przyszła do Kopy. Ale lew w drodze wyjaśnił jej,że znalazł jakieś dziecko. Okropnie szczęśliwa lwica pobiegła w kierunku wodopoju. Okropnie chciała zobaczyć dziecko,które znalazł Kopa. Myślała o dziewczynce,ale czasem też o chłopcu. Gdy doszła,Kopa był tuż za nią. Z uśmiechem przedstawił poobijane lwiątko,które było lwiczką. Vitani strasznie się zaniepokoiła jej stanem. Wzięła na grzbiet i zaczęła pytać o historię. Lwiczka wyjaśniła im,że nazywa się Hazina,i że rodzice umarli. Była to straszna historia małej lwiczki,którą opowiadała przez długo. Przerażeni Kopa i Vitani jednak jej słuchali,i nie zamierzali przestać. Gdy Hazina była trochę większa,Vitani zaszła w ciąże. Minęły może 2 tygodnie od przyjścia małej Haziny. Lwy nie wiedziały co z nią zrobić. Ale dla Kopy było ważniejsze jego dziecko,niż przybrane. Wyrzucił Hazinę,i kazał jej odejść. Lwiczka odeszła,ale nigdy nie zapomniała tego,co przeżyła.